No dobra, to jak to jest z tą LIBERALNĄ demokracją?
Zacznijmy od tego, że przymiotnik liberalna, odsuwa ją mniej więcej tak samo daleko od demokracji sensu stricte, jak daleko od niej samej był - niestety, ciągle żywy w nas, jej LUDOWY szczep.
Trzeba dodać, że demokracja ludowa, jako system z założenia zakłamany - zaczerpnął, przymusił, złamał - a potem wykorzystywał, część przedwojennych elit narodu. Zatem ich elementy, choć głęboko ukryte, wtedy paradoksalnie istniały i działały..
Warto też wiedzieć, że klasyczna demokracja miała wielu krytyków - i to od czasów, dla których była krojona. Taki Arystoteles nazywał ją, trafnie także dziś; „rządami hien nad baranami” sam zdecydowanie preferując politeję czyli wybory dokonywane tylko przez tych, którzy wiedzą na co się decydują oraz co równie ważne - jest ich na to stać. Zatem w tej wersji rządów, dziś uczestniczyliby na przykład tylko Ci co płacą podatki - Ci zaś co z państwa żyją - czyli cała budżetówka, pełnoletni uczniowie i studenci - siedzą cicho i czekają na decyzję, może nieświadomych lecz przynajmniej finansujących cały narodowy bałagan.
Tym samym, Arystoteles dawał, w przeciwieństwie do, tak popularnego jak kłamliwego twierdzenia Churchilla o braku dla niej alternatyw, jakąś propozycję! A jest ich przecież więcej na przykład monarchia konstytucyjna, merytokracja itd…
We współcześnie panującej demokracji liberalnej, decydującą o wyniku wyborów, miała być klasa średnia - jako ta posiadająca świadomość i czująca brzemię odpowiedzialności za cokolwiek.
Miała, lecz nie jest - bo liberalizm to indywidualna wolność i rządy pieniądza. Zaś od Kopernika już wiemy, że dobry pieniądz niestety zawsze przegrywa z tym złym. Zatem nieprzypadkowo klasa średnia zanika na całym zachodzie zaś w Polsce praktycznie nie powstała. Skutek? 80 ostatnich lat bez większej wojny na świecie, jasno pokazało, które kraje w warunkach względnego pokoju, zdobyły miano światowych tygrysów gospodarki - hmm, cokolwiek by o nich nie mówić, demokratycznymi ich nie nazwiemy - o wolnym rynku nie wspominając.
Koreańskie Czebole, japońskie grupy Keiretsu, a przede wszystkim chińskie giganty, to nie są podmioty wyrosłe na efektach zwycięstwa w wolnorynkowej konkurencji, a wręcz odwrotnie - dzięki eksluzywnym państwowym koncesjom połączonym z ich eksportowym zadaniowaniem.
Warto zatem, szczególnie dziś - przy rozpędzonej powyborczej propagandzie dwóch twarzy nadwiślańskiego imperium, spojrzeć na rozbudowę Orlenu także z tej perspektywy. I nie bronię tu zakupu przez Obajtka Polska Presse!
Wracając do demokracji i ekonomii…
Gospodarki demokracji liberalnej przez dziesięciolecia bardziej lub mniej broniły swej postkolonialnej lub wynikającej wprost z przewagi militarnej pozycji - lecz wszystko do czasu, bo nadszedł w rozwoju technologicznym ludzkości kolejny kopernikański moment - przewrócono zasady utrzymania wpływu na bieżących, politycznych decydentów - stare deep state w USA czy wielopokoleniowe arystokratyczne niemieckie rodziny z tradycjami, rządzące od lat przemysłem i Wermachtem, w dużej części utraciły swą rolą na rzecz nowobogackich właścicieli infrastruktury internetowej i mediów społecznościowych.
I znów Kopernik pogroził palcem przypominając: zły pieniądz wypiera ten dobry…
… Lecz my zaślepieni nowym bogiem w postaci wolnego rynku, konkurencji i technologii, zdążyliśmy już oddać w tzw międzyczasie ostatniego 20 lecia, całą zachodnią cywilizację w ręce tych szaleńców. Bo trzeba być szaleńcem, by wpierw zarobiwszy naprawdę duże pieniądze - idące przecież w miliony USD, dalej ryzykować wszystkim - tylko w celu osobistego opanowania całego globu! A tak przecież się stało! Wspomnijmy choćby historię przeglądarek internetowych… niecałe 25 lat temu, taki Google było jedną z wielu i na pewno nie największą, za to z brakiem jasnego biznesowego modelu swej działalności.. o płatnych, cyfrowo ukierunkowanych reklamach nikt wtedy nawet nie myślał.
Czas sobie uświadomić, że doszliśmy do potężnego paradoksu: dzisiejsi właściciele naszej mentalności i sposobu myślenia, to nieracjonalni hazardziści, za których przypadkowym sukcesem stoją tysiące kiedyś biorących udział w tym samym wyścigu przykładów porażek, rozbitych rodzin i samobójstw. Facebook, Google, Apple, Amazon to firmy, które zdobyły cały świat, a w gruncie rzeczy do dziś nie wiadomo z jakiego powodu to właśnie one osiągnęły ten sukces. Przyznajmy, że Amazon jest, jako jedyny w tym towarzystwie infrastrukturalnym monopolistą, zatem jakoś wytłumaczalnym przypadkiem. Ale, no właśnie - monopolista i wolny rynek😂
Zaś my Polacy, jesteśmy ciągle sierotami w procesie adopcji, który potrwa w dobrych układach jeszcze ze sto lat. Skąd w ogóle ta teza? Z Tischnera i jego rozważań o Homo Sovieticus…
oraz z konstatacji faktu, że dziś nie mamy wpływowej grupy ludzi, którzy jak deep state w USA, czy baronowie w Niemczech - obojętnie kto wygrywa wybory, cicho przyzwalając na intelektualne brewerie rodzimych liberałów i komunistów, jednocześnie i konsekwentnie starają się realizować główne interesy własnego narodu - wszak są one tożsame z ich własnymi.
Co nam zastaje? Pracowitość dzięki której, i mimo wszystko, ciągle się rozwijamy oraz własne poszukiwanie rozwiązań na nowe czasy.
Własne, bo te rodem z szeroko rozumianego zachodu, jak widać powoli nie wytrzymują już próby.
Czas zatem zacząć od podstaw, jako wyjścia do intelektualnych poszukiwań nowych rozwiązań i empirycznej wiedzy, że komunizm i liberalizm się nie sprawdziły. Od polskiego doświadczenia zrywu Solidarności przez duże S, rozumianej jako udany społeczny eksperyment skutecznego wprowadzenia zasad współżycia rodem z JP2.
Kurczę, pamiętam jak to wyglądało w rzeczywistości ulicy, w sklepie i przychodni..
Wprawdzie wszystko zostało stłamszone przez czołgi Jaruzelskiego i trwało tylko dwa lata, jednakże wtedy pokazaliśmy światu i sobie, że się da, że może być naprawdę pięknie!
I cokolwiek by złego o tych dwóch latach nie mówić, bo nic co ludzkie nie jest idealne i wieczne, my naród mieliśmy wtedy poczucie sprawczości, satysfakcji i sprawiedliwości.
Do czego zaś mogą prowadzić rządy demokracji liberalnej, widać po niedawnym wyborze nowego prezydenta Argentyny - państwa wielokrotnie większego niż Polska.
Ten, sam siebie określa antysystemowcem i anarchokapitalistą (taki nurt w liberalizmie będący podgrupą libertynizmu)
Co ważne i paradoksalne w kontekście tego co o nim poniżej, USA pewnie mu przyklasną, wspomogą i poprą, bo deklaruje przejście całej Argentyny na USD, jednocześnie uwalniając rynek …organów ludzkich i handlu dziećmi…
Kampanię wyborczą wygrał biegając po kraju z piłą łańcuchową, jest zdeklarowanym fanem zasad mafijnych, a papieża Franciszka nazywa „pieprzonym komunistą” per se.
Ps oficjalnym doradcą prezydenta Argentyny w sprawach gospodarczych, jest jego nieżyjący już pies Conan, z którym ciągle ma kontakt…
przypomina Wam to coś?
Ciąg dalszy nastąpi niebawem, w zasadzie już się pisze, a w nim o Społecznej Nauce Kościoła, co ciekawe, zwykle wyprzedzającej, jak nie kościół, własne czasy i jak mówi historia, trafnie diagnozującej przyszłość.
Jako taka, warta jest zatem pochylenia się, gdy znane nam dotychczas zachodnie systemy pękają albo wewnętrznie albo nie wytrzymują konkurencji ze wschodem..