żaden ze mnie erudyta, raczej z Bożej łaski amator zabaw językiem, jednak od lat odczuwam szacunek do słowa. Potrafi unieść całe narody i być jak kamień w związku dwojga ludzi.
Niestety mam wrażenie, że od lat odbywa się na słowie nieprzerwany gwałt, zmieniamy jego sens, robiąc z niego wydmuszkę - pierzemy z treści albo nadajemy mu nowe znaczenia - często nieokreślone i kłamliwe. Prostytuujemy jego formę i obniżamy rangę.
Kilka lat temu miałem okazję być na strychu opuszczonego domku, w którym znalazłem związaną paczkę listów z przełomu lat 40 i 50tych. Była to korespondencja między mężczyzną a kobietą. Sposób, w jaki zwracali się w niej autorzy listów do siebie, kierował mnie ku przypuszczeniom, że mam okazję odkryć gorącą romatyczną historię. Cóż to było za zdziwienie, gdy na końcu listu przeczytałem podpis: twój kochający brat! Od razu naszedł mnie smutek - szkoda, że już tak ładnie do siebie nie mówimy, nie piszemy, nie wspominając o sztuce przyozdabiania samego pisma zwaną niegdyś kaligrafią i będącą przedmiotem nauczania w szkole podstawowej. Bo forma słowa miała znaczenie i niejeden list pachniał wtedy perfumami.
Dziś słowa lepiej i piękniej, skutecznie przedefiniowały w szybciej i taniej.
Nieprzypadkowo na początku tegoż tekstu użyłem opisu swojej osoby jako z Bożej łaski amatora zabaw słowem, bo niegdyś Jan Kazimierz kazał się przestawiać jako „z Bożej łaski Król Polski” Tyle, że wtedy miało to kompletne inne znaczenie. Można by ten fakt marginalizować mówiąc, że to tylko semantyka, lecz w tym przypadku jej zmiana degraduje potrzebną do zdrowej ludzkiej egzystencji sferę sacrum - za to w całości. Cóż to powoduje? Przepracowanie psychologów, przepełnienie szpitali psychiatrycznych, powszechną depresję i wzrastającą liczbę samobójstw. To dziś widać jak na dłoni!
Przechodząc w sferę publiczną, w związku z całkowicie nowymi kanałami komunikacji, jakimi są Social Media, aż prosi się o definicję i zasady pluralizmu treści - ich promowania i ograniczania - by z jednej strony nie doprowadzić do pluralizmu internetowych troli - a z drugiej do sytuacji, w której wybory wygra polityk nie najlepszy tylko najładniejszy - na Tik Toku. Przy czym w tym wypadku wzorzec piękności określą nam właściciele TikToka - Chińczycy.
To samo tyczy całej demokracji tu i teraz. Trzeba jasno powiedzieć, że dziś o wyniku wyborczym decydują Twitter, YouTube, Facebook i TikTok. Kto będzie tam najlepszy, ten wygra wybory.
Tymczasem algorytmy rządzące wirtualną rzeczywistością tych portali, są znane tylko garstce ludzi związanych z Big Techem. Jakie to otwiera możliwości zarobku i manipulacji wynikami wyborów w skali globalnej - nie trzeba tłumaczyć.
Dodatkowo pamiętajmy co zrobili w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej w USA zarządzający gigantami Big Techu! Dziś Musk odkrywa te tajemnice, w ramach afery Twitter Files, lecz czas minął - wybory się odbyły a ostatnie lata to kabaret z tych co uwierzyli w ciemne strony synalka Bidena - ich dokumentacja została przecież poddana skutecznej cenzurze.
Na naszym podwórku YouTube rok temu też pozwolił sobie zamknąć praktycznie całą aktywność jednej z legalnych, funkcjonujących w polskim parlamencie partii politycznych! Czyż to aby nie jest definicja wpływania na wynik wyborczy w przyszłorocznych wyborach? Cenzura polityki wykluczenia w czystej postaci.
W skali globalnej mieliśmy próbkę skutków podobnej cenzury przy okazji kampanii przeciwwirusowej. Skończyła się, podobnie jak się zaczęła - nagle. W Polsce wraz z wybuchem wojny na Ukrainie. Po drodze demolowała gospodarki całego zachodniego świata, skutecznie eliminując wszelakie wątpliwości i pytania.
I niewiele wody w Wiśle musiało upłynąć by zobaczyć, że wczorajsze fundacje medyczne internetowych magnatów, dziś są potężnymi narzędziami poszerzania wpływów - za to bez demokratycznych mechanizmów kontroli. To dziś przez medycynę, WHO, ONZ i tzw dobroczynność, grupka kilkunastu ludzi będących kontrolującymi światowy przepływ informacji, zaczęła decydować o naszych wyborach - tych personalnych jak i społecznych. Dobrze sprawę oddaje zdjęcie sieci star link, satelit okalających Ziemię. A wszystko jest własnością jednego człowieka - można zaryzykować tezę, że gość zdobył władzę nad całym światem, nie tylko że bez wojny!! także bez jakiegokolwiek społecznego umocowania w postaci wygrania elekcji.