Całe dorosłe życie uważałem, że mam jakiś kłopot z bajkami. Nie lubię ich oglądać a jak lecą „w tle” to zasypiam. Co innego mity. Te greckie, z jednej strony bajkowe, z drugiej - będące do dziś aktualne jako przykład ludzkich zachowań lub fenomenów, tak ponadczasowe, że czasami aż dziw ogarnia, że dopiero „po latach” to zauważam i kolejny raz powtarzam sobie, że znów najciemniej pod latarnią. Uwielbiam tez polskie mity, a właściwie ich demaskowanie. Ostatni mit - związany ze mną, to fakt, że bycie mężczyzną jest moim wyborem, który nota bene, zawsze mogę zmienić. To cenne info - szczególnie w kontekście wcześniejszego wieku emerytalnego dla kobiet.
Przez lata psychologia i medycyna mówiła, że sprawa nie jest zbadana, że hormony, że doświadczenia dzieciństwa i młodości... a tu siup, teraz to mój wybór:-)
Niestety kilka aktualnych jeszcze mitów jest mniej śmiesznych. Taka Unia Europejska jako wspólnota narodów na ten przykład. Mityczne miejsce ogólnej szczęśliwości, zgody i wzajemnej solidarności okazało się być polem wojny narodowych dyplomacji wyrywających sobie kawałki europejskiego budżetu lub próbujących wprowadzać rozwiązania będące korzystnymi tylko dla wybranych. Wystarczy spojrzeć na pakiety klimatyczny, energetyczny, mobilności, rybołówstwa itd. Sprawa nord streamów jest tu szczególnie symptomatyczna. Reakcja na koronavurusa bezcenna - szczególnie w formie wzajemnego podkradania sprzętu medycznego.
Wolny rynek to kolejna bajka, w którą wiara doprowadziła do koncentracji kapitału w rękach niewielkiej części ludzkości.
W Polsce szczególnie uwielbiamy mity. Król Sobieski, brał udział w obronie Jasnej Góry, która w świetle faktów była atakowana tak intensywnie, że liczba ofiar walk po obu stronach nie przekroczyła 20 osób. Zaś sam późniejszy król brał udział w oblężeniu ale po stronie szwedzkiej. Polubiliśmy historię a'la Sienkiewicz. Fajnie się to czyta, super się człowiek czuje a że przypomina to czasami wiarę w Luke'a Skywalkera z Gwiezdnych Wojen to już inna sprawa:-)
Mit II Rzeczpospolitej to kolejna uwierająca mnie historia począwszy od jej początku czyli odzyskania niepodległości. Tę rocznicę obchodzimy w dniu przyjazdu ojca narodu - Piłsudskiego - niejako na gotowe - wprost z niemieckiego więzienia do Warszawy, gdzie przypominam Rada Regencyjna już dawno działała:-) Może czas powiedzieć to jasno- niepodległość odzyskaliśmy przede wszystkim dzięki temu, że europejskie mocarstwa wykrwawiły się do tego stopnia w czasie I wojny światowej, że potrzebowały „na chwilę” jakiejś bariery między sobą - i tak stanęły na nogi państwa miedzy Morzem Czarnym a Bałtykiem, w tym Polska.
Potem nastąpiło coś z czego rzeczywiście powinnismy być dumni, co zakrawa o kategorię cudu ale mitu się nie dorobiło. W dwa lata, ten kraj potrafił zbudować milionową armię z całym gospodarczym zapleczem, która zatrzymała bolszewicki taran pod Warszawą, by go dokończyć nad Niemnem. Stało się to rękoma a raczej głową gen. Rozwadowskiego - szefa sztabu generalnego - jego chytrym planem, rewelacyjną postawą premiera Witosa, który skłonił polskie chłopstwo do wzięcia pierwszy raz udziału w rzeczy, która do tej pory była sprawą szlachty i oczywiście bohaterstwem i wysiłkiem całej reszty polskiego społeczeństwa, w tym wojska, które przemaszerowało w ramach manewrów setki kilometrów - jeśli nie tysiące - by potem się bić. Nie wolno zapomnieć o gen. Hallerze, dowódcy frontu północnego, który siłą jednej armii, wzrokiem lotnictwa i sprytem wywiadu dał radę trzem bolszewickim armiom nacierającym od północy. Splendor sukcesu spłynął głównie na Piłsudskiego, który ani w bezpośrednim planowaniu ani w dowodzeniu walką nie brał udziału. Zaś koniec gen. Rozwadowskiego był bardzo smutny, bo po zamachu majowym jako przeciwnik Piłsudskiego, dowódca legalnych sił rządowych, został aresztowany, jego zasługi umniejszone, po licznych protestach uwolniony - zmarł - plotki mówią, dzięki kolegom piłsudczykom. Najpierw był pochowany na cmentarzu orląt lwowskich, dziś nie wiadomo gdzie jego szczątki leżą a jego postać jest praktycznie zapomniana.
I tak dotknęliśmy mitu 2 Rzeczpospolitej, mitu jakże potrzebnego w czasie nocy komunizmu ale dziś czas na prawdę o tym okresie. Po przewrocie majowym Polska, z roku na rok, stawała się państwem faszystowskim, w wydaniu włosko - hiszpańskim, nie mylić tego z niemieckim nazizmem, choć Bereza Kartuska mocno nas do niego zbliżała. Nasza gra z Hitlerem rysowała w Europie obraz Rzeczpospolitej jako najbliższego sojusznika Niemiec, nie tylko na polu dyplomacji lecz także militarnie - w zajęciach Czechosłowacji czy na Litwie. Tę grę minister Beck przegrał w Czechosłowacji w 1938 rezygnując jako aliant Hitlera z zajęcia Słowacji - tym samym dając zgodę na skokowe wzmocnienie Wermahtu o potencjał wytwórczy w czeskich Sudetach i otoczenie Polski z trzech stron. A wszystko za maleńką korzyść z cieszyńskiego Zaolzia. Po tym fakcie gra o przyszłą rangę Polski jako mocarstwa, została rozstrzygnięta. Po tym fakcie został już tylko wybór jak dokończyć przegraną grę. Wybrano najgorszy wariant, który później jeszcze pogłębiano nierealnym sojuszem z Francją i W. Brytanią, kampanią wrześniową zakończoną brakiem wynegocjonowanej kapitulacji - czytaj wydaniem na pastwę okupanta ludności cywilnej bez żadnych warunków brzegowych, pozostawieniem Wołynia na żer dzikiego UPA, akcją Burza i Powstaniem Warszawskim. Zakrawa na pusty śmiech sytuacja z 1939 roku, gdy oficerowie odsunięci po zamachu majowym, sami zgłaszający się na początku września 1939 do pomocy, byli odsyłani do domu bo dowodzący nie chcieli się z nikim dzielić nadchodzącym zwycięstwem.
I tak wyginęli w większości Ci, dla których Polska jest wartością samą w sobie. Została masa, którą później przez 45 lat urabiali komuniści, z której po 1990 roku, wyrosły dwa popisowskie plemiona toczące swe małe biznesy, za cenę dużych interesów, czy to niemieckich, czy aktualnie - amerykańskich. A masa na to wszystko w najlepszym przypadku pracuje, reszta wegetuje dając się ogłupiać wzrastającą średnią krajową, programami typu 500 plus i wszechobecną propagandą rodem z TVP info lub TVN. Od czasu do czasu mamy jeszcze wrzutki typu Kukiz lub Hołownia, by spuścić okresowo napięcie z tych co są niezadowoleni. Do tego kościół, część narodowej tożsamości, co swoją naukę społeczną zakrywa tak skutecznie jak swoje dawne związki z SB czy afery z pola seksu. Ale o odzysk majątku zadbał, a jakże i z odpowiednimi osobami też się podzielił.
Taka historia: 30 letni młody człowiek, praktycznie świeżo po studiach w Anglii, od kościoła właśnie kupił działkę za kilkaset tys. złotych. Działkę wartą dziesiątki mln zł bo na niej poleci obwodnica Wrocławia. I nikt nie pyta skąd miał na zakup działki, ba skąd miał na studia w Anglii, a przecież był synem ‚umęczonego' biednego opozycjonisty, dlaczego kościół sprzedał działkę po zaniżonej cenie, dlaczego jemu? W sumie, po takiej historii, nie ma co się dziwić, że chwilę później chłopak został prezesem banku a w następnym kroku premierem. Na imię ma Mateusz.
I tak się przeplatają mity z historiami na nich wyrosłymi.
Ps Mamy jeszcze mit Wałęsy, co to dokładnie co do minuty skacze przez płot, przemierza kilka kilometrów dalej pieszo i akurat kiedy delegacja strajkujących pierwszy raz podchodzi pod drzwi dyrekcji stoczni, pojawia się On - zwolniony wcześniej pracownik strajkującego zakładu, witany przez dyrektora, jako ten najważniejszy z całego komitetu strajkowego - po rozmowach - od razu wzięty na ramiona już jako społeczny trybun, przez dwóch przypadkowych panów, co to później okazali się być także TW. Ech, przychodzą Wam do głowy kolejne mity i historie z nimi związane?