Umówmy się, że jaka jest Rosja i mentalność tzw rosyjskiego człowieka, światowi decydenci wiedzieli od lat - mogli korzystać z raportów służb specjalnych a także z naukowych opracowań tej kwestii autorstwa np Samuela Huntingtona lub polskiego profesora Feliksa Konecznego (podstawa każdych studiów politologicznych).

Ten ostatni sprawę określił mianem cywilizacji turańskiej - mieszaniny brutalnej walki plemiennej potrafiącej lekką ręką zgładzić część własnej społeczności dla spokoju całości gawiedzi, chińskiego fortelu i cwaniactwa, mongolskiej brutalności i prymitywnej siły, brakiem liczenia się z losem pojedynczego człowieka i bizantyjską rolą władcy, który decyduje o wszystkim - włącznie z tym, czym jest prawda - to on wszak jest tu samym Bogiem. Cywilizacja, której jedynym doświadczeniem demokracji, był krótki czas Jelcyna, gdy narodowy majątek został skutecznie rozkradziony przez oligarchów, a zwykły obywatel pozbawiony nawet swej miesięcznej pensji.

Wszystko oddalone o lata świetlne od greckich traktatów o pięknie, dobru i wspomnianej prawdzie - pojęć później wzbogaconych o chrześcijańskie podejście do miłości, stanowione na europejskich ziemiach (do Dniestru i Dźwiny) prawo magdeburskie i wynikającą właśnie z niego, świętość własności prywatnej.

Pojęć, chciałbym by wciąż, stanowiących o naturze Europejczyka - człowieka, który aspiruje do ich ideału z lepszym lub gorszym skutkiem, lecz nigdy go nie neguje, dla którego - nawet gdy nie zdaje sobie z tego sprawy, są to kwestie ważne a często życiowe.

Sami Rosjanie aspirując przez stulecia do Europy, promowali pewną imaginację własnego obrazu: że niby rosyjska dusza przepełniona melancholią (w gruncie rzeczy spirytusem), że balet, muzyka i literatura. Swoją drogą to niezły odjazd, by z mieszanki patologii: alkoholowych wizji, prostytucji, złodziejstwa i lichwy, przez zabójstwa i wyroki, prowadzić ludzką istotę na łono ogrodów szczęścia i miłości. Ruskie „per astera ad astra” chciałoby się złośliwie powiedzieć:-)

A o tym przecież traktuje czołowe dzieło Dostojewskiego „Zbrodnia i Kara”, w jakże podobnym anturażu jawi się też uwielbiany przez europejskich intelektualistów „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa czy crème de la crème dorabiania filozofii do zwykłej flaszki - „Moskwa - Pietuszki” Jerofiejewa. Ta ostatnia pozycja to chyba rosyjska wprost odpowiedź, na pojawiające się w latach 60tych ubiegłego wieku, hippisowskie pomysły z narkotykami i wolną miłością w roli głównej. Trzymając się retoryki Makłowicza, komunistyczny rzut schabowym, na guz po wiedeńskim sznyclu cielęcym.

Niestety świat, szczególnie artystyczny, ten obraz naiwnie kupował i skutecznie promował.

Dlatego wierzę Thomasowi Mertonowi (taki Arystoteles XX wieku), że ważnym jest, by odróżniać komediantów od artystów i rozrywkę od sztuki. A Merton mawiał, że pierwsza sprawia przyjemność, zaś druga prowadzi do transcendencji… Mnie ta definicja bardzo przekonuje.

Dlatego szkoda, że nie zatrzymaliśmy się na balach i estetyce kostiumowej „Anny Kareniny” Tołstoja oraz cudownym Jeziorze Łabędzim Czajkowskiego - wmiast tego, pozwoliliśmy - nawet w Polsce, budować obraz ruskiego człowieka i jego wkładu w europejską kulturę, na podstawie naciąganych interpretacji takich sobie dzieł.

Martwię się też o samą Europę, o jej przedmiotową definicję. Czym jest, czym się staje?

Bo europejskie wartości opisane wyżej, mają się w ich kolebce chyba coraz gorzej.

Prawda? - gdzie są dziś zmagania greckich filozofów z tym pojęciem pozornym obrazem zmysłów, upływem czasu i okoliczności, jej sofistyczną względnością a definicją św. Akwinaty sformułowaną słowami „veritas intellectus sit adequatio intellectus et rei” tłumaczoną jako prawda jest zgodnością myśli i rzeczywistości? Jak się to ma do współczesnych zakazów politycznej poprawności nazywania rzeczy po imieniu? Czy w tym kontekście określenie czarnoskórego Murzynem a niepełnosprawnego inwalidą - bez żadnego oceniania, nie nabiera czasem wymiaru walki o wartości europejskie? 🙂

Pomijam już, że Francuzi mają w tej kwestii duży kłopot, bo ich Les Invalides, pałac - muzeum powstały za Ludwika XIV, dawny szpital weteranów, gdzie dziś znajduje się grób Napoleona, to jedno z miejsc określających ich samych! Lecz my też mamy swoje place Inwalidów!

Aktualnie promowany ruch LGBTQ i coś tam dalej, jeszcze bardziej zaprzecza prawdzie obiektywnej - bo jeśli nawet przyjąć za prawdziwe istnienie 6 płci - jak w żydowskim Talmudzie będącym kontradykcją do Nowego Testamentu (a właściwie Katechizmu) - tylko z kobietą i mężczyzną, to mimo wszystko wchodzimy w wirtualną rzeczywistość istnienia jej niezmierzonej ilości, gdzie dyskusja jest już naprawdę kwestią czystej semantyki i chorej wyobraźni.

Piękno (klasycznie wynikające z harmonii) dobro, miłość - to wszystko jest dziś, w myśl panującej idei postępu, redefiniowane. Pytanie tylko, czy to w dalszym ciągu jest postęp? Czy aby na powrót nie wchodzimy na drzewo?

Skutki widzimy na codzień - podarte jeansy z trampkami zastąpiły stroje wizytowe uzupełnione eleganckimi butami. Podobnych przykładów mamy mnóstwo.

Lecz to wszystko jawi się niczym mały pikuś przy krótkiej analizie tego co dzieje się z prywatną własnością, której kwintesencją jest pieniądz - jako miara jej wielkości. Jego powszechna obligatoryjna cyfrowość, doprowadza nas do sytuacji, w której dysponentem prywatnej własności staje się system. Dziś tylko jako organ kontrolujący, lecz gdy system zawiedzie, a niejednokrotnie tak bywało, nasza własność wyparuje. A w tle mamy, ślady węglowe i punkty obywatelskie za ich minimalizację, trendy ku wynajmowaniu a nie posiadaniu, 15 minutowe miasta itd. Słowem rzeczywistość manifestu z Ventotene komunisty (za to przecież siedział) Altiero Spinellego, którego nazwisko „przypadkiem” ? znalazło się nad wejściem do Parlamentu Europejskiego.

Zatem czy Europa nie będzie za chwilę tylko łabędzim śpiewem za czymś, czego do dziś zazdrościł nam cały praktycznie świat?

Czy taka rzeczywistość będzie warta baczenia, troski, walki o nią?

Gdzie też, jako ludzi nas to wszystko zaprowadzi?

Przeraża mnie to, gdy stwierdzam, że nigdzie indziej jak w Europie nie chcę żyć i tego samego życzę swemu dziecku…