Banał i groteska to słowa opisujące nasze czasy. Wyznawcy rozumu, na przestrzeni wieków, zdradzali swego bożka tracąc kontakt z rzeczywistością już niejednokrotnie, jednak teraz, zdrada ta przybrała charakter permanentny. Jej perfidia polega zaś na tym, że przetacza się pod maską postępu i oświecenia. Jednak po dłuższej analizie dochodzę do wniosku, że dziś główne faktory zmian na świecie to lenistwo, przyjemność i ....pigułka antykoncepcyjna. Wszystkie, zyskały swą podbudowę ideologiczną i wsparcie światowych „autorytetów”. Jednocześnie głosy bijące na alarm, są systemowo zamilczane lub kompromitowane zaś rzeczywistość przedstawiana przez media, najczęściej jest kreacją, na podstawie której budujemy swoje spojrzenie na świat pozostając w stworzonej przez nie bańce współodczuwających.
Już „Prawo do lenistwa”, wytwór pokręconej natury komunistycznego filozofa Paula Lafargue, swoją drogą, zięcia kolegi Marksa, skorygowało marksistowską ofertę dla proletariatu znaną pod postacią słynnego manifestu komunistycznego. Okazało się bowiem, że jak normalny człowiek dostanie jasny sygnał poparty konkretem by się uczyć, pracować - generalnie żyć porządnie, to nie za bardzo mu w głowie zadymy i strajki. Dowodem na to była rewolucja technologiczna (nie mylić z przemysłową), która wywołała popyt na wykształconych, odpowiedzialnych a tym samym godnie opłacanych robotników, którzy woleli uczyć się, pracować i kupować- na przykład samochody za trzykrotność miesięcznej pensji (fabryka Forda na początku XX wieku) niźli robić raban. Poparte to było katolicką nauką społeczną, która jako chyba jedyna, expressis verbis, odróżnia zysk od wyzysku w Rerum Novarum - 1891 r. zaś prawo do bycia człowiekiem, jako przynależne każdej ludzkiej istocie, niezależnie skąd pochodzi, jaki ma kolor skóry tudzież do jakiej mniejszości należy - w Sublimis Deus, uwaga - z 1537 r.!!
Marksiści, by zdobyć upragnioną władzę, musieli zatem zareagować - mieli do wyboru: pociągnąć masy do ogólnej rzezi - co generalnie, nie licząc Rosji, nie wyszło lub oddziaływać na naturę społeczeństw tak, by proletariat stał się na powrót zdegenerowanym, bezideowym ludzkim zbiorem, którym mała grupka działaczy będzie w stanie łatwo sterować. Magmą, która utraci swój kościec, swoje nowe DNA - etos pracy, rzetelność, odpowiedzialność. I tak, na przestrzeni lat, powyższe zostały zamienione na afirmację zysku, przyjemności i samorealizacji, innymi słowy, w lekkiej wersji, jak zarobić by się nie narobić, w formie hard - jak ukraść by nie złapano. Tak otrzymana i utrzymywana!! ludzka masa, początkowo odcięta od kultury, później już sama odcinająca się od praktycznie wszystkiego co trudniejsze do objęcia usychającym rozumkiem, stała się i jest radośnie łykającą wszystkie możliwe bzdury, jakie jej się zasufluje. Wystarczy, by przed kolejnym daniem z głupoty, wstawić przymiotnik naukowy, który nijak nie musi mieć cokolwiek wspólnego z nauką - nawet lepiej by nie mial - a całkowicie pochłonięta konsumpcją ludzkość, połknie i przyjmie kolejną brednię jako objawioną, bezdyskusyjną prawdę.
Przykład? Jeszcze niedawno, ludzi czujących się kimś innym niż sobą, po prostu się leczyło - dziś walczymy o ich prawo do bycia Napoleonem, czajnikiem lub osobą niebinarną- zmieniającą swą płeć raz na tydzień. Kolega Margot przeszedł kolejną granicę absurdu, określając się lesbijką, jednak od razu znalazły się autorytety naukowe i o zgrozo moralne, wspierające go w tym bliskim wzorca z Sevres absurdzie. Mało tego, znalazły się pieniądze na finansowanie tej farsy. Gender studies jest uogólnieniem Margota, swego rodzaju jego podstawą programową. Wymyślone nie na uniwersytecie, nie na wydziale antropologii lecz przez beletrystkę panią Ann Oakley. Obudowane mądrze brzmiącym słownictwem negacje społecznej roli płci, omijają szerokim łukiem doświadczenia pierwszych izraelskich kibuców, gdzie próbowano w sposób zunifikowany wychowywać dziewczynki i chłopców, oferując im te same zabawki, zajęcia a w końcu równy dostęp do wszystkich zawodów, włącznie z żołnierką. Bardzo szybko okazało się, że dziewczynki, jakoś same, wybierały do zabawy lalki, w swych latach późniejszych opiekę nad dziećmi a zawodowo pragnęły się realizować w aktywnościach mających kontakt z ludźmi. Podobnie było z chłopcami wybierającymi do zabawy samochodziki i narzędzia a w dorosłym życiu generalnie techniczne zajęcia. To wszystko jest opisane w podręcznikach do antropologii - jakimś cudem jednocześnie skrzętnie omijane przez ideologów gender i praktycznie wszystkie media.
Rewolucja seksualna wymyślona w latach 20 ubiegłego wieku w ideologicznej stajni międzynarodówki komunistycznej - Instytucie Badań Społecznych we Frankfurcie, przez Wilhelma Reicha a doprecyzowana przez ucznia Zygmunta Freuda - pana Ericha Fromma, bardzo szybko doprowadziła do stanu, w którym sensem życia stała się przyjemność. Zupełnie logicznym zatem, stało się późniejsze zrównanie znaczenia rodziny z dziećmi z relacjami homoseksualnymi, poliamorią i innymi chorymi wymysłami. Tym bardziej, że dzięki pigułce antykoncepcyjnej skutecznie oddzieliliśmy seks od prokreacji. Nie przypadkowo większość polskich małżeństw posiada 1 - 2 dzieci.
Dzisiejsza diagnoza społeczna jest zatem prosta, mamy masy, szczególnie w najmłodszym pokoleniu, które generalnie chcą się bawić - najlepiej za cudze pieniądze i kopulować bez żadnej odpowiedzialności - one night stands lub friends with benefits doskonale się w to wpisują, a aborcja, czasami będąca mniejszym złem lecz zawsze dramatem, stała się nagle elementem godności kobiety - po prostu jej wyborem, którego skrajna forma, przybrała nazwę częściowego urodzenia - czytaj zabijania w trakcie porodu. Na drugiej stronie tej paranoi jest eutanazja, dotykająca już 12 letnich dzieci. I to wszystko w ramach tzw postępu cywilizacyjnego.
W Europie jest już pozamiatane, a u nas, w Polsce, właśnie pęka ostatnia linia obrony, katolicki kościół - jako ostoja wartości, niestety, częściowo na własne życzenie. A chiński Konfucjusz podrasowany komunizmem z wydaniu Mao, już puka do europejskich drzwi, coraz bardziej się tu zadomawia. Dla ciekawskich: jednym z podstawowych założeń jego filozofii jest zależność od panujących, co z brakiem w języku chińskim słowa - współczucie - nabiera niezbyt atrakcyjnego kolorytu. Warto poszperać i zobaczyć jak wyglądają chińskie domy dla emerytów bo w Europie mamy starzejące się społeczeństwa...